Jesień nie taka straszna, czyli 6 sposobów na to żeby nie chorować!

Ostatni raz byłam chora rok temu, kiedy to przesadziłam z treningiem łydek na tyle, że doprowadziłam do stanu zapalnego i wylądowałam w łóżku na 4 dni z nogami na poduszkach. Nie jestem z tego dumna! Opowiadam tę historię tylko dlatego, żeby zaznaczyć fakt, że nie trzymają się mnie bakteryjne i wirusowe epidemie, które dziesiątkują obecnie moje (i podejrzewam każdego z Was) miejsce pracy. Dzielę się zatem z Wami moim sześciopunktowym sposobem na odporność 🙂

  1. Aktywność fizyczna i przebywanie na świeżym powietrzu.
    Jest koniec października, jeśli nie pada, nadal przyjeżdżam do pracy rowerem. Nadal co weekend biegam na świeżym powietrzu zaopatrzona w koszulkę termiczną i kurtkę odporną na wiatr i deszcz. Hartowanie się to naprawdę najlepszy sposób na zwiększenie odporności! Zima nie powinna oznaczać siedzenia w przegrzanym pokoju, gdzie najszybciej namnażają się bakterie. Jeśli sport na świeżym powietrzu do Was nie przemawia – zacznijcie od spacerów. Często wietrzcie pomieszczenia i obniżcie temperaturę.
  2. Dieta bogata w witaminy i minerały
    Nasze organizmy nie wytwarzają samodzielnie witamin i minerałów, musimy dostarczać je w 100% z pożywienia. Aby dostarczyć odpowiedniej dla człowieka ilości witamin, zaleca się zjadanie co najmniej 5 porcji warzyw lub owoców dziennie. To oznacza, że w KAŻDYM Waszym posiłku muszą znaleźć się warzywa lub owoce.
    Pierwiastki najbardziej hamujące rozwój drobnoustrojów to selen, cynk i żelazo.
    Witamina C, poza naturalnym zwiększaniem odporności, znacznie poprawia także absorpcję żelaza. Jedzcie więc dużo ryb, chudego mięsa, roślin strączkowych i roślin zielonych takich jak szpinak, czy kiełki i pamiętajcie, żeby taki obiad bogaty w żelazo posypać pietruszką, polać sokiem z cytryny, zjeść z sosem żurawinowym, czy surówką z kiszonej kapusty. Po obiedzie możecie też wypić np. świeży sok pomarańczowy. W ten sposób wasz organizm wchłonie największą ilość żelaza. Nie pijcie za to tuż po posiłku, zmniejszających jego wchłanianie, kawy lub herbaty. Odczekajcie trochę i pozwólcie cennym składnikom przedostać się do Waszego krwioobiegu.
    Cenne dla odporności składniki znajdują się także w orzechach, pestkach słonecznika, czy dyni. Zalecaną dzienną dawkę selenu zapewni Wam już JEDEN orzech brazylijski.
    Poza witaminą C najbardziej antychorobowo działa witamina A, którą znajdziecie np. w papryce, pomidorach, kapuście, morelach (też suszonych) oraz witaminy z grupy B obecne przede wszystkim w mięsie, rybach i nabiale, ale część także na przykład w fasoli, czy orzechach. Zapadalność na infekcje szczególnie zmniejsza także witamina D. Czyli znowu – wychodzimy na dwór i łapiemy wszystkie jesienne promienie słońca!
  3. Naturalne lekarstwa
    Cebula – pamiętacie słodkie syropy cebulowe przygotowywane przez nasze babcie na przeziębienie? Dzwońmy po przepisy! W przeprowadzonym w 2009 roku badaniu udowodniono, że główny składnik aktywny cebuli – kwercetyna, zabijała wirus grypy skuteczniej niż lek przepisywany na receptę.
    Ciekawostka: Cebula była pierwszym opisanym środkiem dopingującym! Według źródeł uczestnicy pierwszej greckiej olimpiady 700 lat przed naszą erą przez zawodami jedli cebulę, żeby zwiększyć swoją wytrzymałość i siłę. Podobno część z nich nacierała się nie tylko oliwą z oliwek, ale też krojoną cebulą. A ja myślałam, że na mojej siłowni nie pachnie najlepiej… 😀

    Czosnek – zawiera antybiotyk stworzony w 100% przez naturę! Każdy miligram aktywnego składnika czosnku – allicyny jest równoważny 15 jednostkom penicyliny. W 3 ząbkach znajdziemy więc podobną ilość substancji antybakteryjnych, co w standardowej dawce penicyliny. Wiele lat temu angielskie wojsko całkiem słusznie nazywało czosnek rosyjską penicyliną 🙂

    Imbir – imbir znany jest sportowcom ze swoich właściwości rozkurczających mięśnie po wysiłku, ale to tylko początek jego cudownych mocy. Jest bogaty w substancje przeciwzapalne, ułatwia trawienie, leczy mdłości i migreny. Działa przeciwobrzękowo i polepsza krążenie krwi. Zwykle kiedy wstaję rano jeszcze z zamkniętymi oczami wstawiam wodę i zalewam nią kilka plastrów świeżo pokrojonego imbiru. Zanim zdążę się wykąpać tworzy się imbirowy napar, kiedy wystygnie do około 50 stopni, dodaję do niego miód i cytrynę lub sok z pigwowca. Tak zaczynam każdy dzień, wszystkim szczerze polecam ten nawyk!

    Cytryna, pomarańcze, żurawina, pigwowiec – jedzmy produkty najbardziej bogate w witaminę C niezbędną dla utrzymania wysokiej odporności. Owoce te możemy jeść świeże, w postaci soku, czy też suszone, co widzicie w głównym obrazku tego posta. Pigwowiec kroimy na plastry, suszymy w 100 stopniach, dodajemy do ulubionej herbaty. Jak wystygnie, słodzimy miodem.

    Miód – ma właściwości antybakteryjne i zwalcza bakterie lepiej niż niejedno dostępne w aptece lekarstwo. Wartości te biorą się z enzymów wytwarzanych przez pszczoły w procesie produkcji. Miód ma też działanie regenerujące i uodparniające. Pamiętajcie, aby nie dodawać go do napojów o temperaturze wyższej niż 50 stopni! Zamienicie go wtedy w zwykły słodzik pozbawiając wszystkich cennych właściwości. Poza miodem, warto też spróbować innych produktów pszczelego pochodzenia. Propolis, czyli kit pszczeli to jedno z najbardziej bakteriobójczych lekarstw!

    Jeśli chodzi o gotowe „lekarstwa” w postaci proszków i tabletek, na codzień jestem ogromną fanką dwóch, całkowicie naturalnych:

    Chlorella – alga będąca najbogatszym źródłem chlorofilu, który zwalcza stany zapalne i przyspiesza leczenie ran. Zawiera składniki będące tzw. naturalnymi antybiotykami. Ma silne działanie detoksykujące oraz poprawia dotlenienie organizmu.

    Młody jęczmień – zawiera bardzo dużo potasu, wapnia i cynku. Jest bogaty w betakaroten, kwas foliowy, witaminę C, E i witaminy z grupy B (czylu także witaminy aktywujące enzymy zapobiegające chorobom). Jęczmień we wczesnym okresie wzrostu pochłania z gleby, wody i powietrza całą masę cennych składników odżywczych, które mają zbawienny wpływ na nasz organizm.

  4. Unikanie silnej klimatyzacji, gorących zatłoczonych pomieszczeń i kontaktu z osobami chorymi.
    Nie wiem jak to jest u Was, ale w naszym biurze trwa ciągła walka o zmiany temperatury klimatyzacji. Nikomu nie polecam ogrzewania zwiększonego do 30 stopni, co w przypadku lekkiego przeziębienia połowy pracowników tworzy najgorszą wylęgarnię bakterii. Ale 15 stopni i siedzenie w szalikach też nikomu nie służy. Spróbujcie przegłosować w biurze temperaturę ok. 20 stopni, nie zmienianie jej co chwilę, a latem nie przebywanie w temperaturze o 20 stopni niższej od temperatury panującej na powietrzu.
    Wiem, że wszystko jest pilne, ASAP i na wczoraj. Ale jeśli już zachorujecie, weźcie komputer do domu i pracujcie z kanapy. Może w biurze zrobicie dwie rzeczy więcej, ale następnie kolejno chorować będzie większość kolegów, ogólna efektywność znacząco spadnie.
    Zachowaniu odporności z pewnością nie służą też co 15-minutowe wycieczki na papierosy. Bez kurtek, stłoczeni w jednym miejscu, wdychając substancje smoliste. Prawda, że brzmi jak samo zdrowie?
  5. Dużo wody!
    Woda, jak wiadomo, jest dobra na wszystko. Pomaga zrzucać kilogramy, dbać o cerę, a także nawilżyć śluzówki. Kiedy są wysuszone, np. powietrzem z klimatyzacji, czy kaloryferów, są dużo silniej narażone na działanie bakterii.
  6. Sen i odpoczynek
    Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważna w zdrowym życiu jest regeneracja. Naukowcy z Carnegie Mellon University w Pittsburghu udowodnili, że osoby śpiące mniej niż 7 godzin dziennie są znacznie bardziej narażone na przeziębienia, a choroba rozwija się u nich 5 razy szybciej!

Zdrowia!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s